Press "Enter" to skip to content

44 Dębno Maraton czyli Stolica Polskiego Maratonu

Nie ukrywam, że na Maraton w Dębnie zgłosiłem się tylko dla tego, iż wchodzi on w skład Korony Maratonów Polskich. Lubię uczestniczyć w dużych imprezach biegowych, natomiast w porównaniu z Wrocławiem czy Poznaniem, Dębno jest raczej kameralnym biegiem. 2500 wolnych miejsc, które rozeszły się w niecały miesiąc, zwiastowały, że ten bieg może mieć w sobie jakąś magie. Z drugiej strony dosyć drogie wpisowe, pokręcona, zapętlona trasa i fakt że Dębno jest raczej daleko, sprawiały że do Stolicy Polskiego Maratonu jechałem z mieszanymi uczuciami. Teraz już wiem, jak bardzo się pomyliłem.

Na pomysł zdobycia Korony Maratów Polskich zostałem po części namówiony przez Wojtka, a że do szalonych rzeczy dwa razy nie trzeba mnie namawiać, praktycznie od razu się zgodziłem. Pierwszy punkt naszej wycieczki przypadał na Dębno – małe miasteczko, znane praktycznie każdemu biegaczowi. W tym roku obywała się już 44 edycja najstarszego maratonu w Polsce. W podróż wyruszyliśmy w sobotę, aby dzień wcześniej spokojnie odebrać numery startowe. Po wielogodzinnej podróży i dotarciu do celu zaskoczyły nas bogate pakiety startowe. Oprócz tradycyjnego imiennego numeru oraz koszulki, składał się on z kubka oraz ręcznika, a także, specjalne warzonego na tą imprezę, browaru „Dębnowskiego”. Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić uczestnictwa w PastaParty. W godzinach wieczornych rozbiliśmy swoje obozowisko. Udało nam się zdobyć miejsca w hali znajdującej się tuż obok mety. Podczas wieczornego rytuału nawadniania zaczęliśmy omawiać taktykę na jutrzejszy bieg. Z każdym kolejny łykiem piwa, wartości na kalkulatorze zmieniały się a my stawaliśmy się coraz bardziej optymistyczni. Na całe szczęście kupiliśmy tylko po jednej butelce, gdyż pewnie przy drugiej okazałoby się, że musimy ustawić się zaraz za Kenijczykami. W końcu stanęło na tym, że będziemy starali się biec w tempie 5:00-5:05 min/km, zostawiając sobie mały zapas na koniec i zaliczając maraton poniżej 3:40. Jak się później okaże, nasze wyliczenia i plany zmieniły się już na początku biegu. Noc i poranek minęły spokojnie. Niestety start maratonu był przewidziany na godzinę 11 więc trzeba było poczekać, kumulując w sobie emocje. Z każdą chwilą stres narastał. O ile półmaraton nie sprawia mi żadnej trudności, to do maratonu w dalszym ciągu podchodzę z respektem. Tak łatwo popełnić błąd, który skończyć się może dramatem. Ustawiliśmy się na starcie i gdy o 11 godzinie usłyszeliśmy sygnał do startu, ruszyliśmy. Już pierwsze kilometry zweryfikowały nasz plan. Po pierwszych 5 kilometrach średnie tempo wynosiło 4:57min/km. Myślę, że spowodowane to było tym, iż początkowe kilometry pokonywaliśmy praktycznie wśród wiwatujących kibiców. Gdy wybiegaliśmy na pierwszą „dużą pętle” nasze tempo nadal było takie same. W okolicach 9 kilometra, zobaczyliśmy przed nami pacemakera z balonem 3:30. Wymieniliśmy ze sobą spojrzenia oraz uśmiech i było już wiadomo, że będziemy starać się biec przy nim jak najdłużej. Kolejne kilometry biegliśmy w stałym średnim tempie, nadal utrzymując 4:57min/km. Trasa maratonu dwukrotnie wiedzie przez dużą pętle po okolicznych wioskach, gdzie praktycznie wszyscy mieszkańcy wychodzą na ulice, a strażacy z OSP hałasują syrenami. Atmosfera nieziemska! Punkty odżywiania oraz odświeżania również ustawione są bardzo często. Wszystko to sprawia, że biegnie się po prostu dobrze. Połowę dystansu pokonaliśmy w 1:44:50, czyli praktycznie „na styk”. Nadal czułem się dobrze. Dokładnie pilnowałem przyjmowania żeli oraz nawadniania. W okolicach 25 kilometra, Wojtek nieznacznie zwolnił, lecz ja starałem się utrzymać nadal tempo. Już wcześniej ustaliliśmy, że biegniemy razem połowę, a później wszystko będzie zależało od indywidualnych dyspozycji. Pierwsze objawy zmęczenia poczułem w okolicach 32 kilometra. Rozpocząłem wtedy ostre kalkulacje, odwracające mój umysł od zmęczenia. Ile mam sekund zysku? Jak bardzo mogę zwolnić, żeby nadal zmieścić się w planie? Chyba tak bardzo byłem zajęty rozmyślaniem, że zapomniałem zwolnić i w dalszym ciągu kolejne kilometry mijały ze stałym tempem. Jak pokazują moje międzyczasy, najgorszy zanotowałem na 35 kilometrze (5:05min/km). W okolicach 37 kilometra wypiłem kofeinowego szota i rozpocząłem walkę ze swoją głową, która kazała mi zwolnić, lecz ja, jakby na przekór wyprzedzałem kolejnych biegaczy, który przegrali swoją walkę. Ostatnie dwa kilometry leciałem na fali dopingu i euforii. Myślałem, że biegnę tak szybko jak nigdy dotąd. To chyba mój rozum spłatał mi figla, bo jak się później okazało, wcale nie przyspieszyłem. Finiszowe 200 metrów pokonałem w skromnym 4:30 min/km, co w tamtym momencie było szczytem moich możliwości. Tak oto ukończyłem 44 Dębno Maraton w czasie 3:28:54 (śr. 4:57 min/km), poprawiając tym samym swój rekord z Poznania o prawie pół godziny! Parę minut po mnie na metę wpadł Wojtek, również wykręcając wspaniałą życiówke. Zastanawiam się, czy po biegu byłem bardziej szczęśliwy czy zmęczony. Udało mi się tylko zadzwonić do żony i rzucić krótkie: „Ukończyłem!”. Tylko na to było mnie stać. Dopiero po około godzinie gdy doszedłem do siebie, dotarło do mnie co na prawdę się stało, jaki wynik udało mi się wykręcić. Byłem z siebie mega dumny, bo to był naprawdę mój dobry bieg! Po wykąpaniu się, zjedzeniu makaronu oraz wypiciu chmielowego energetyka, który chyba już dawno aż tak bardzo mi nie smakował, załapaliśmy się jeszcze na masaż. Zostawiliśmy Dębno za plecami i ruszyliśmy w drogę powrotną pełni euforii.

Maraton w Dębnie zaliczam do udanych, a walka o Koroną Maratonów Polskich rozpocząłem z przytupem. Po raz kolejny mój plan na ten bieg był zbyt pesymistyczny, a skończyło się „happy end’em”. Polecam wszystkich, żeby choć raz wybrali się na tą imprezę do Stolicy Polskiego Maratonu. Uważam, że nie trzeba mieć dużego sponsora tytularnego, żeby dobrze zorganizować bieg. Dębno daje przykład, że wystarczą chęci i zaangażowanie. Czy wrócę do Dębna? Bardzo bym chciał, lecz za dużo innych miejsca na mnie czeka. Na pewno pojawię się na 50. Edycji Maratonu w Dębnie.

44 Maraton Dębno

One Comment

  1. Wojtek
    Wojtek 19/04/2017

    Masz dar do pisania! Czytając Twoją relację wróciły emocje jakie towarzyszyły nam na tym wyjeździe i samym biegu, a był to chyba jeden z lepszych jakie miałem :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *